wtorek, 12 kwietnia 2016

AARON! ŻYJ! - Dotyk Julii *zawiera spoilery*



"Nadzieja bierze mnie w ramiona i trzyma w swoich objęciach, ociera mi łzy i mówi, że dziś, jutro, za dwa dni wszystko będzie dobrze, a ja jestem na tyle szalona, że ośmielam się w to wierzyć"

Piękny cytat, nieprawdaż? 
Jeden z licznych, które możemy znaleźć w trylogii, rozpoczynającej się powieścią zatytułowaną "Dotyk Julii". 
Czytałam tą książkę z dziesięć razy, a za każdym razem płaczę coraz bardziej, i przywiązuję się do postaci jeszcze bardziej. 
Naprawdę, zakochałam się w tej książce, od pierwszego rozdziału. 
Zakochałam się w Adamie, Aaronie, Kenjim. 
Julia jest dla mnie jak siostra. 
Bohaterowie są z tych,. w których można się zakochać, można znienawidzić, można przez nich płakać, ale nie da się o nich zapomnieć. 
Mimo, że czytałam wiele książek o tematyce postapokaliptycznej przyszłości, ta się wyróżnia. 
W każdym zdaniu, niemalże czułam żal i ból głównej bohaterki. 

"- Chcę być tym przyjacielem, w którym się beznadziejnie zakochasz. Tym, którego weźmiesz w ramiona i do swojego łóżka, i do osobistego świata w swojej głowie. Takim przyjacielem chcę być - mówi. - Takim, który zapamięta rzeczy, które mówisz, i kształt twoich ust, kiedy je mówisz. Chcę znać każdą krzywiznę, każdy pieg, każde drżenie twojego ciała, Julio [...] Chcę wiedzieć, gdzie cię dotykać - mówi - Chcę wiedzieć, jak cię dotykać. Chcę wiedzieć, jak cię przekonać, żebyś stworzyła uśmiech tylko dla mnie. [...] -Chcę być twoim przyjacielem - mówi - Chcę być twoim najlepszym przyjacielem."

Główną bohaterką "Dotyku Julii" jest tytułowa postać, a mianowicie - Julia Ferrars, dziewczyna, która zabija dotykiem.
Poznajemy ją, gdy odsiaduje już któryś tam miesiąc w psychiatryku, czekając na koniec tej udręki.
W jej celi pojawił się Adam, chłopak z pięknymi, błękitnymi niczym morze oczami, z którym po raz pierwszy od wielu lat nawiązuje bliższą więź.
Później trafia do Instytutu Odnowy, a sektorem w którym znajduje się baza, do której ją przeniesiono, jest Aaron Warner, syn głownodowodzącego Parisa Warnera. 


Chłopak chce z nią przebywać każdego dnia, o każdej godzinie, w każdej MINUCIE. 
"-Idź spać.
-Idź do diabła.
Zgrzyta zębami. Idzie do drzwi. 
-Jestem już w połowie drogi".
W końcu udaje jej się z Adamem uciec z Instytutu, a ona jest w nim szaleńczo zakochana, jak przystało na bohaterkę tego gatunku - naiwna, miła i niewinna.
Między wierszami, raz na stronę, przez pierwsze kilka rozdziałów przewija nam się mój mąż, a mianowicie Kenji Kishimoto - super zabawny, super przystojny, idealny, mądry, wspaniały i... Azjatycki *-*

Jeszcze w międzyczasie pojawia się James - młodszy brat Adasia, który jest takim małym skurczykotem (Kenji raz dał mu prochy nasenne, bo dzieciak nie chciał ogarnąć dupy xd)

Ogółem, całą książkę darze niebywałą sympatią, a za każdym razem, gdy ją czytam, moje serducho wypełnia się dziwną nostalgią.
oceniam ją 10/10
lel, 3/4 książek, które tu recenzuję to 10/10 xDD
Chociaż nie... Startera akurat zhejcę....

W każdym razie - CZYTAJCIE! NIE WAŻCIE SIĘ PO NIĄ SIĘGNĄĆ! ZACHWYCAJCIE SIĘ TYM ARCYDZIEŁEM *-*

Dobsz, to już konie.
Raczej...
Tak, raczek koniec ^^

Bai bai...
Arisa

ps. Jednak jeszcze nie koniec xDD

NIE TYKAJCIE MOJEGO KENJI'EGI -,- 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Hopeless - Piękna Historia, gdzie znalazłam ideał faceta *-* *zawiera spoilery*

Jak mniej więcej wyglądała moja przygoda z Hopeless:
*zaczyna czytać* Ojej! Jaka świetna książka! Pierwszoosobówka! Bohaterka jest taka wyrazista!
*dalej czyta* JEEJuuuuu~! BRECKIN ZOSTAŃ MOIM MĘŻEM! CO Z TEGO, ŻE JESTEŚ HOMO!!  *te spoilery*
*inny moment* Jesus... Dean, wcale nie zajechałeś pedofilem....
*inny* Jezu... Nawet potrafi gotować *.* Zabijcie mnie, jeżeli nie jest idealny *.*
*i kolejny* Wybaczam ci, Homosiu ;-; Cieszę się, że Twoja gejoza się sprawnie rozwija ;-;
*pod koniec* Hm... On ma we włosach galaretkę, tak? Galaretkę od dr. Oetker'a
*zamyka książkę kończąc czytać* No, to była świetna książka, ale zaraz....

CZY TO ZNACZY, ŻE NIGDY NIE ZNAJDĘ TAK DOBREJ KSIĄŻKI?!?!

no i na koniec rozpacz.
Przepraszam za jakimkolwiek literówki w imionach, jestem na tabku.


Mogę powiedzieć, że po Hopeless miałam dłuuuuuuugieeeegooo kaca książkowego. Dzięki wspaniałej narracji głównej bohaterki, łatwo było mi się przywiązać do tych wspaniałych postaci, które były niezwykle barwne, a bohaterka (nareszcie) nie była wielką ciotą. W większości romansów jakie czytałam, bohaterka była zwyczajną dziewczynką z zacieszem na ryju i z bogatej rodziny. Często miewała też jakieś problemy w budzie, i przez to ryczała całą powieść.
Mogę bez problemu powiedzieć, że Sky była niesamowitą bohaterką. Taka Bad girl, która olewa wszelkie, że tak powiem, "dziwki". Mimo że śmiali się z niej w szkole (czego zasługą była Six) ona wszystkich miała w głębokim poważaniu.
Ona jest jedną z tych postaci które są rzadko spotykane w książkach, a bardzo pożądane. Jest taką osobą z którą można się utożsamić.

Ogółem mały opis fabuły -
Sky jest adoptowanym dzieckiem Karen, czego dosyć długo nie jest świadoma.
Do... 18 roku życia? Tak, mniej więcej tak.
No to do tej osiemnastki nie chodziła do szkoły, aż kilka dni przed osiemnastką udało jej się ubłagać matkę (przybraną), żeby wreszcie puściła ją do szkoły.
Akurat Six, której prawdziwe imię brzmi "Seven", wyjeżdża do Włoszech, podrywać tych wszystkich przystojnych Włochów, pozostawiając bohaterkę samą w szkolnej puszczy.
Całe szczęście, Six zostawiła Sky kilka(naście) wskazówek... Ale co z tego, że Sky i tak z nich nie skorzystała?
W szkole nasza bohaterka spotyka Holdera, no i rozkręca się nam wtedy rołmansik *.*
Oczywiście, później pojawia się mój kochany i fapfapaniasty Breckin, który później znajduje sobie chłopaka~ (*Śpiewa* Breckin szuka męża. Tak zwinnego węża. Będę jego mężem, jego groźnym wężem. Kawaler pierwsza klasa, nie zgrywa wciąż  cieniasa)
A ze Sky postanawia założyć sojusz, przeciwko całym złu tego świata.
Uroczo, nieprawdaż?
TAK SIĘ RODZI PRAWDZIWA PRZYJAŹŃ! Spotykasz ją, masz na sobie różowe trampki i rurki, zaciągasz do stołówki, i proponujesz władzę nad światem!
A cóż...
Później okazuje się, że Sky była gwałcona przez jej biologicznego ojca, a jej pseudo-matka to jej ciotka, która ją adoptowała, dlatego też uniemożliwiła jej kontakt ze światem zewnętrznym, typu. TV, internet, itd.
Znaczy - dopóki nie pojawiła się Six, z telewizorem.

Ogółem, to cała historia kończy się tak, że Sky i Holder są razem, czym się jarałam, a ojczulek Sky umiera, bo się postrzelił w ten jebnięty baniak.

Cała historia mi się zajebiście podobała, książka 10/10 ^.^
Całym sercem pokochałam Breckina, który był Gejowatym Mormonem <3
Bohaterowie byli niesamowicie wykreowani, jestem pewna, że sięgnę po nią jeszcze wiele razy, tak, jak po inne książki Pani Hoover ^^
Kocham ta książkę całym serduszkiem, i nauczyła mnie jednego - Geje są zajebiści, nie ważne gdzie i kiedy.
A tak na serio - osoby, które wydają nam się niełamliwe, mają na swoich twarzach maski, by ukryć straszną przeszłość.

Gorąco polecam, przepraszam za wszystkie spoilery i w ogóle.
Jeżeli zamierzasz sięgnąć po tą książkę, to nie wahaj się, tylko przeczytaj *-*


Arisa

piątek, 27 listopada 2015

19 razy Katherine - Wciągająca i bardzo humorystyczna powieść


Nie należę do fanów trzecoosobowej narracji, nieliczne książki są wyjątkami w tym moim... Jakby to... "Upodobaniu".
Mogę spokojnie stwierdzić że 19 razy Katherine należy do owych wyjątków. Powieść bardzo mnie wciągnęła, a główny bohater zauroczył swoim charakterkiem. Mam słabość do dziwaków, a ta jego miłość do imienia "Katherine" wydawała mi się objawą pewnego rodzaju dziwactwa. Do przeczytania tej książki skłonił mnie opis, a głównie wyrażenie "Goni ich krwiożercza świnia".
Tak, jestem sadystką xD
Ogółem w całej powieści chodzi o to, że Colin (główny bohater)  chce zrozumieć dziewczyny imieniem Katherine.
Wszystkie były na tyle głupie, że z nim zrywały.
Mi osobiście bardzo się podobał, a za to jak je traktował całowałabym mu stopy....
Dobra, udajemy że to zdanie nie padło. Reset.
Wyrusza w podróż, ma jakiś tam hajs, a z nim jest jego najlepszy przyjaciel.

Ogółem kto czytał poprzednie dzieła Johna Green'a ten wie, jaki styl ma ten pisarz. Po każdej jego powieści możemy spodziewać się następujących rzeczy :
- wspaniałych, inteligentnych młodych bohaterów
- tego że pewnie wyruszą w podróż, przy czym odnajdą samego siebie
- ta podróż zazwyczaj jest związana z dziewczyną, którą główny bohater kocha.
- No i oczywiście coś bardzo dla niego charakterystyczne - dobry i niegłupi humor, nie w stylu sucharów o murzynkach i ich czarnej magii, które bawią tylko dzieci w wieku szkolnym, a starszego czytelnika odstraszają.
Podsumowując - Zielony znowu spisał się świetnie.
Pokochałam przyjaciela głównego bohatera (jak tu nie kochać Hassana?)
Osobiście irytowała mnie nowa Katherine (K-20), ale dla Hassnaka i Colina wytrzymałam jej irytujący charakter.
Gdybym miała punktację dać tej książce za historię, bohaterów i styl pisania, wyglądałaby mniej więcej tak :
Historia - 10/10
Bohaterowie - 9/10 (przez tą Katherine xd)
Styl - 8/10 (jak wspaniałam na początku - nie jestem fanatykiem narracji trzecioosobowej)
Podsumowując wszystko to jest takie mocne - 9/10
Po skończeniu tej lektury mogę stwierdzić że cieszę się iż po nią sięgnęłam, ale jest mi też smutno bo muszę pożegnać się z bohaterami do których zdążyłam się już przywiązać.
Polecam z całego serduszka.
Następny "Starter", dla Pani Cyzi! :3
~Arisa



czwartek, 26 listopada 2015

Przywitanie

Ohayō... Dobra, wyłączę tryb "mangozjeb"  na chwilę...
Witam, Cześć i czołem!
Jestem Arisa, ale możecie nazywać mnie Arisacchi, Arisa-chan (czyt. Arisaczczi, Arisa-czan) i na tym oto wspaniałym blogu (skromność lvl ekspert) będę pisać swoje opinie na temat książek które czytałam, anime które obejrzałam czy o filmach, ze względu na to że jestem człowiekiem który jara się każdym typem tworu ludzkiego, który ma związek z fajną fabułą i ciekawymi postaciami. Jak pewnie się domyśliliście z mojego przywitania, jak i z nazwy - Jestem Otaku, czyli fanem Japonii, anime, mang i innych chińskich bajeczek (wiem że to z Japonii, ale 3/4 polskiego społeczeństwa jak słyszy "chińskie bajki" od razu skojarzy)
A! I jestem początkującą pisarką, ale akurat ten blog nie o tym więc....
Mam nadzieję że blog będzie się wam podobał i że zawitacie tutaj częściej!
Bai bai (otaku mode on *again*)